PRĘDKOŚCI TYPOWO SERBSKIE - czyli niespieszna podróż po Jugosławii i krajach sąsiednich





Prędkości typowo serbskie...
   plan wyjazdu i kosztorys: | link do planu |        data wyjazdu: 9-27 sierpnia 2012

---> Najnowszy fragment po aktualizacji <---

Każdy z nas ma jakieś plany wyjazdowe, których realizacja nie jest możliwa ad hoc. Wymagają przygotowania, czasu lub zebrania odpowiedniej ekipy znajomych. Jednym z takich rejonów do których wyjazd odkładałem na dalszą perspektywę były kraje byłej Jugosławii. Nareszcie, korzystając ze studenckich wakacji, udało się ten wyjazd zrealizować. Odwiedziłem Węgry, Rumunię, Serbię, Bułgarię, Macedonię, Kosowo i Czarnogórę.

DZIEŃ 1 - Ostrava, Żylina

Swoją podróż rozpoczynam na stacji w Bohuminie. Wbrew kreskom na mapach, nie uważam żeby to było za granicą. Akurat stoi gotów do odjazdu jedyny pociąg do Opola. Ja jadę pociągiem do stacji Ostrava hl. n., tramwajem do skrzyżowaniu z ul. Czeskobratską i pieszo do knajpy o nazwie Hobit Club. Siedzą tam na piwie dwaj koledzy, w tym Michał, z którym spędzę większość tej wyprawy. Sama knajpa jest warta polecenia, ponieważ oferuje tanie i dobre czeskie jedzenie. Poza tym jest mini-browarem (odsyłacz). Po dwugodzinnej wizycie w tej gospodzie jedziemy tramwajem pod bramę Nowej Huty. Tramwaj wypełnia prawie sama klasa robotnicza. Od przystanku do stacji kolejowej prowadzi długi i mroczny chodnik i tunel. Żeby tego było mało, ponoć są tam jakiś romskie domy. Także stacja Ostrava Kunčice nie należy do miss piękności. Jedziemy osobówkami do Żyliny. W pociągu Czadca - Żylina podczas kontroli kierpocina stwierdza u dwóch pasażerów brak biletów, pieniędzy i dokumentów. Każe wysiąść, ale jako że to ostatni pociąg, budzi się w niej litość i pozwala jechać stację dalej, bo stąd nie istnieje żaden inny transport. W Żylinie dużo czasu, więc idziemy do całodobowego Tesco na słowackie zakupy. Podstawę stanowią smotanove jogurty, węgierska kiełbasa, kofola i pomazanka Mana. W drodze powrotnej odwiedzamy renesansowe stare miasto. W nocy wygląda jeszcze bardziej imponująco niż w dzień. Wszystkie budynki są podświetlone. Wracamy na stację i o 2:25 wsiadamy do pociągu Zemplin. Teraz ważne zadanie, odnaleźć sensowne miejsce w nocnym pociągu w środku trasy. Niestety pasażerów sporo, więc zaglądamy kolejno do wszystkich przedziałów. Jeden zamknięty, otwieram kwadratem. W środku siedzi dwóch wąsatych kolejarzy, którzy twierdzą że wszystkie miejsca są zajęte. Dali nam do zrozumienia że zaburzamy im komfort jazdy. My jednak nie dajemy za wygraną. Na szczęście tylko do Vrutek więc dajemy im spokój. Gdy wysiedli, robimy to podobnie jak oni, czyli rozkładamy się na siedzeniach jak w taniej kuszetce. Na szczęście do nas już nikt nie próbuje się dosiąść więc zasypiamy.

obrazek width=
obrazek width=
obrazek width=
DZIEŃ 2 - przejazd przez Węgry do Baia Mare

Mimo budzika nastawionego na Koszyce, z powodu opóźnienia budzimy się w Margecanach. Na szczęście na przesiadkę zdążamy, nawet udaje nam się kupić coś do jedzenia na dworcu. Nasz IC na Węgry już na początku trasy płata psikusy. W Hidasnemeti planowo 3 minuty postoju, ale następuje zmiana lokomotywy. Zaczyna się opóźnienie, ale my jesteśmy spokojni, w Füzesabony dużo czasu na przesiadkę. u celu spotykamy gagarina, szkoda że nie prowadzi naszego pociągu do Debreczyna. Te kursują w takcie dwugodzinnym. Wysiadamy w Tiszafüred, celem pojechania lokalną linią kolejową do Karcag. Jedyny problem jest taki że …pociągi do Karcag już nie kursują. Tym razem figla spłataliśmy sobie sami, planując wyjazd na podstawie węgierskiej cegły bez poprawek. Cóż, trudno, pozostaje czekać na następny pociąg do Debreczyna. Robimy więc zdjęcia pociągu jadącego w drugą stronę, a potem odwiedzamy lokalny sklep spożywczy. Jest i dobra strona, przypominam sobie że na Węgrzech są w sprzedaży serki w czekoladzie znane z Białorusi i Ukrainy. Odkrywamy też że w Tiszafüred jest termalne kąpielisko, przynajmniej tak głosi drogowskaz. W pociągu do Debreczyna idę spać, bo tędy kiedyś jechałem. Debreczyn to bardzo ładne miasto. Posiada jedną linię tramwajową, oraz kilka trolejbusowych. Zaliczając tramwaj widzimy że budują też drugą linię. Pociąg do Baia Mare złożony jest z rumuńskich wagonów po jakiejś dawniejszej modernizacji. Dopóki jesteśmy na Węgrzech, jedzie całkiem żwawo. Gorzej w Rumuni, zaczynają się długaśne postoje na mijankach i niskie prędkości szlakowe. Wiele mijanych osobówek to Desira. W Satu Mare do naszego pociągu dołączany jest niebieski wagon starego typu. Stan tego wagonu jest agonalny, chyba nawet nie był dostępny dla podróżnych. Może to podsył do zakładów naprawczych? W Baia Mare musimy pozyskać rumuńskie leje, do czego najlepiej nadaje się bankomat. Idziemy w miasto, pytamy kilka kolejnych osób o pizzerię, jednak podają nam sprzeczne kierunki. W końcu się udaje. Siadamy w jakiejś osiedlowej pizzerii, w której na stołach postawione są keczupy marki ARO. Teoretycznie działa tu obsługa kelnerska, ale pracownicy leniwi i przychodzą tylko do tych stolików do których im się chce. Wracamy na stację kolejową, na godzinę przed odjazdem pociągu. W budynku dworca dużo żuli i cyganie wąchający klej, siadamy więc na peronie 2. Wtedy jeszcze nie wiemy że naszym IR do Timiszoary będzie stojące przy peronie 1 Desiro. Gdy już dokonaliśmy tego odkrycia, bezskutecznie próbujemy wsiąść, drzwi są jeszcze zamknięte. Maszynisty nie ma w kabinie, ale widzimy jakąś postać w przedziale pasażerskim. Brak możliwości wejścia do pociągu zaczyna irytować także Rumunów, którzy zaglądają do kabiny. Napuszczamy ich więc, pokazując na szybę za którą siedzi maszynista. Gdy puka 3 osoba, w końcu maszynista przychodzi do kabiny i zaczyna gadać z tymi Rumunami, po czym uruchamia Desiraka i aktywuje drzwi. Na podłużnych miejscach przy toalecie śpią jakieś dzieci. Widać też że system rezerwacji posadził wszystkich obok siebie, więc idziemy do drugiej części i układamy się do snu na wolnych czwórkach.

obrazek width=
obrazek width=
obrazek width=
obrazek width=
obrazek width=
obrazek width=
obrazek width=
obrazek width=
obrazek width=
......

ciąg dalszy nastąpi

...